metamorfozy 2008-04-17 22:53:49

"– A skąd wiesz, że ty jesteś obłąkany?
– Po pierwsze – odpowiedział Kot – pies nie jest obłąkany. Zgadzasz się z tym?
– Chyba tak – odpowiedziała Alicja.
– No, więc widzisz – ciągnął Kot – że pies warczy, jak się rozgniewa, a kiedy jest zadowolony – macha ogonem. Otóż ja normalnie warczę, kiedy jestem zadowolony, a macham ogonem, jak się rozgniewam. I dlatego jestem wariat."

"Alicja w Krainie Czarów", Lewis Caroll.

Każdy z nas jest inny i wszystko zależy od punktu widzenia. Żadna nowość, a jednak właściwie się o tym nie pamięta. To, co czyni mnie taką jaka jestem, co decyduje o moim charakterze, składa się na moją osobowość, sprawia, że jestem sobą, kształtuję siebie i jestem z tego dumna, dla kogoś innego może być dziwne, inne, nie do końca normalne... Dla kogoś innego te wartości mogą być diametralnie różne i to ja mogę postrzegać go jako innego... czy też: Innego. "Przed człowiekiem zawsze stały trzy możliwości, ilekroć spotkał się z Innym: mógł wybrać wojnę, mógł odgrodzić się murem, mógł nawiązać dialog." (R.Kapuściński). Rzadko wybieramy tę ostatnią możliwość, a szkoda. Ja też często nie potrafię zrozumieć poglądów innych, sprzecznych z moimi i wtedy odgradzam się tym murem... z zasady nigdy nie wybieram wojny. A kiedy odgradzam się murem? Chyba wtedy, kiedy zabraknie mi pewności siebie, kiedy obawiam się, że zostanę zdominowana przez osobę, która traktuje ludzi inaczej niż ja, więc uważa się za lepszą... Obawiam się, że ja przez to poczuję się gorsza. Jak Kot w wyżej przytoczonym fragmencie - nie uznał za obłąkanego psa, który zachowywał się dokładnie odwrotnie niż on... to siebie samego od razu uznał za wariata. A przecież z drugiego punktu widzenia, pies mógł myśleć podobnie o sobie? Jednak to pies jest raczej dominujący nad kotem, więc to Kot stracił poczucie własnej wartości, można nawet przypuszczać, że chętnie wyzbyłby się swoich "zwyczajów", czy raczej cech wrodzonych i gotów byłby postępować jak pies, byleby czuć się "normalnym". Ciężko jest pozostać sobą i doceniać siebie, kiedy ludzie wokół są tacy różni. Mamy wrażenie, że skoro my postępujemy inaczej - jesteśmy inni i to my powinniśmy się dostosować. Ale czemu? Jeśli uważam, że moje poglądy są dobre i słuszne, mogę czynić tak dalej. Nie narzucać oczywiście tego innym, ale czynić po swojemu. Wolę trwać w tym, co jest dla mnie ważne i wydaje mi się mądre, dobre i piękne, nawet jeżeli jest odrobinę naiwne. Mam tylko trudności z pokazywaniem tego, jaka naprawdę jestem, wewnątrz, w środku, co myślę, co kocham, z czego potrafię się śmiać. To, co pisałam dawniej - radosne, "roześmiane", pełne entuzjazmu słowa, apoteoza życia - jest tym, co wciąż żyje we mnie głęboko. Wraz z planami i marzeniami, które w miarę upływu czasu przybierają coraz realniejsze kształty i nadal się nie zmieniają. Muszę tylko głęboko, głęboko w sobie odszukać tę wesołość i ten entuzjazm, tę energię i chęć życia. Nadchodzi wiosna. Może mi się uda. :)

skomentuj (1)

Wolność :) 2007-04-27 15:59:58

No, może niezupełna. To w końcu jeszcze nie wakacje. Ale to nie zmienia faktu, że perspektywy najbliższych dni są cudowne!:) Otóż nadszedł wreszcie zasłużony odpoczynek! Ostatnie dni nie pozostawiały wytchnienia, tylko nauka i nauka i zdenerwowane i zmęczenie... Zdenerwowanie właściwie nie z powodu samych egzaminów, a tego napięcia, którzy wszyscy wytwarzali wokoło tych dwóch dni, a które stawało się już powoli nie do zniesienia. Jedyne co chciałam, to mieć to już z głowy.
No i mam.
Moją euforię, zadowolenie i ulgę po części humanistycznej przyćmiły trochę głupoty, których naodwalałam na części matematyczno-przyrodniczej. Czyli poszło dokładnie tak jak się spodziewałam. Miałam tylko nadzieję, że dam z siebie wszystko, a niestety nie wyszło i stracę kilka punktów nie przez niewiedzę, ale zwykłą głupotę i bezmyślność. Ale nie przejmuję się za bardzo, gdyż przytoczę moją rozmowę z Gosią:
- Kurczę no, mogłam napisać to lepiej.
- Gdybyś mogła to byś napisała.
To było mądre, no bo w sumie i tak już po fakcie, więc nie ma co roztrząsać tego, co było.
Za to można jak najbardziej roztrząsać to co będzie!:) A będzie pięknie, gdyż:
1. Już po wszystkim.
2. Przede mną zasłużony odpoczynek nad morzem + wycieczka szkolna od razu po weekendzie majowym :)
(Podobno im lżejsza praca, tym cięższy odpoczynek, więc mój wypoczynek będzie chyba udany, bo na złe spełnianie swoich obowiązków nie narzekam ;-))
3. Wszystkie daty pięknie się ułożyły :D
4. Wszyscy są szczęśliwi i zakochani :D
5. Jest wiosna.
6. Jest słońce.
7. Jest coraz bardziej zielono.
8. Jest coraz bliżej wakacji.
9. Jest wesoło.
10. I ogólnie wszystko jest super :D

Przepraszam za chaotyczność tej notki i ogólnie jej głupotę, ale po wyprodukowaniu pasjonującej rozprawki na temat ogródków przez najbliższy czas nie będę chyba w stanie napisać nic porządnego :P:P

Miłego wypoczynku i całusy dla moich: Martusi, Moravy, Wojtka, drugiej Martusi, Ani, Gosi, Michasia, drugiej Gosi, trzeciej Marty, Dosi i wszystkich innych :P:);*

skomentuj (8)

Książka :) 2007-04-20 22:00:15

Kupiłam książkę.
Cóż, nie było to chyba dobrym pomysłem tuż przed egzaminem. Otóż leży teraz przede mną na biurku i kusi. Uparcie zajmuję się czymś innym - jakieś wzory, liczby, zadania, testy, ale co chwilę nie mogę oprzeć się pokusie by wziąć ją w ręce i chociażby przekartkować ;-) Chyba to już jakieś zboczenie... Ale chyba tyczy się tych zmian w moim życiu, postanowień, że znajdę czas na to co lubię, co sprawia mi przyjemność i rozwija moje pasje :) Potrzebuję tego. Tak więc książka leży na biurku i zdaje się wołać mnie i przyzywać: "weź mnie, weź mnie i przeczytaj". Jednak wytrwale ćwiczę moją silną wolę i jak na razie tylko obejrzałam dokładnie i przeczytałam okładkę z przodu i z tyłu i zakładki, obejrzałam fotografie i kilka razy otworzyłam ją na chybił trafił, żeby przeczytać jakieś jedno zdanie. Jedno - ! - nie więcej, bo nie mam zamiaru pozbawiać się przyjemności :D Właściwie cieszę się, że pogoda troszkę się popsuła bo gdyby nadal tak mocno świeciło słońce to nie pozostawałoby mi nic innego jak rzucić się z książką na trawę w ogródku i przenieść się gdzieś daleko do amazońskiej dżungli ;-)
Otuchy dodaje fakt, że za tydzień będę już po egzaminie, wolna, spakowana i gotowa do wyjazdu nad morze, aby wreszcie, wreszcie, wreszcie zasłużenie odpocząć ! (i poczytać coś co mnie interesuje, zamiast podręczników) :-) Na samą myśl nie mogę się doczekać! Ale to dopiero za tydzień. A póki co...

Oj, niemądrze było kupować fajną książkę przed egzaminem.


P.S. Kochani przyjaciele trzecioklasiści ;-) korzystając z okazji życzę Wam na wtorek i środę jasnego umysłu, wystarczającej wiedzy, mnóstwo logiki i uwagi oraz lekkiego pióra. I mnóstwo, mnóstwo szczęścia!

P.S.2 - Kochani przyjaciele nietrzecioklasiści :P Właściwie mam tu na myśli jedynie MICHASIA :) Trzymaj za nas kciuki mooocnooo :) My za Ciebie będziemy za rok ;*

skomentuj (7)

Wróciłam ! 2007-04-09 20:38:14

Właściwie tak dawno mnie tu nie było, że nie wiem sama od czego mam zacząć... Ostatnia notka jest z sierpnia, praktycznie postanowiłam już więcej nie pisać tu nic... Ale potrzeba chyba zwyciężyła :) Od jakiegoś czasu kłębi się we mnie tyle emocji, tyle uczuć, tyle myśli i decyzji do podjęcia, że nie wiedziałam jak sobie z tym radzić. Części dawałam upust w rozmowach z przyjaciółmi, w modlitwie, ale to nie wystarczy. Bez pisania czuję, że jakaś cząstka we mnie zamiera, że nie radzę sobie tak dobrze z moim życiem, nie jestem taka szczęśliwa, że zanika moje zamiłowanie do pisania, wyrażania siebie w słowach... Nie piszę z braku czasu, nie czytam z braku czasu... A co jest warte życie, jeśli z braku czasu nie robi się rzeczy, które się lubi?! Przecież to jest właśnie marnowanie czasu - zajmowanie się czymś co nie sprawia nam żadnej radości i nie przynosi korzyści... Cieszę się, że w porę to zauważyłam i zrozumiałam, bo chyba to był pierwszy krok na ścieżce dążącej do powolnego pogrzebywania moich marzeń. Swoją drogą, to ciekawe. Uczę się, żeby dostać się do wymarzonego liceum, robię wszystko to, co powinnam, co wydaje mi się, może mnie zbliżyć do realizacji celów. A prawda jest taka, że przez to coraz bardziej się od tego spełnienia oddalam! Z jednej strony paradoks, ale to przykra prawda. Skupiam się na "niby-dążeniu-do-realizacji", czas biegnie, ja tkwię w tym wszystkim bo jestem pewna, że to dla mojego dobra i w końcu zapominam już w tym całym pośpiechu JAKI był naprawdę cel tego wszystkiego? Gdzie ten cel leżał? Cel przestaje się liczyć i zostaje ta szara rzeczywistość, to wieczne dążenie do czegoś, co coraz bardziej się od nas oddala. Chyba tak postępuje większość ludzi i śmieszne - postanowiłam nigdy nie robić tego w swoim życiu. I kolejny paradoks - starając się tak nie zachować, już dawno w tym siedziałam i brnęłam do przodu, jak ślepa. Ech, z tego wniosek, że trzeba być ostrożnym i bardzo bardzo uwaznym na ścieżkach swojego życia, bo bardzo łatwo można stracić nad nim w pośpiechu jakąkolwiek kontrolę. Wracając do pisania, nagle nadszedł moment, kiedy przestraszyłam się (naprawdę PRZESTRASZYłAM!), że za jakiś czas, bardzo niedługi zresztą, jedyne co będę potrafiła napisać to będzie jakaś rozprawka na banalny temat i to na całkiem przeciętnym poziomie. A przecież to pisanie ma być jakąś moją pasją, moim celem! A ja zamiast się rozwijać, cofałam się... Moja polonistka (niestety) zamiast wzbudzać moje zamiłowanie i pozwalać mi się rozwijać, powoli acz skutecznie zabijała moją kreatywność... :/ Przykre, ale prawdziwe. No ale, w porę się ocknęłam :) Od pewnego czasu czułam, że to kłębi się gdzieś głęboko wewnątrz mnie... Nie wiem, czy Wy też czujecie czasem tak głęboko w sobie jakiś napływ wspaniałej, twórczej mocy, myślę, że tak... :) Myślę, że każdy, artysta, muzyk, poeta, fizyk, naukowiec, matematyk, biolog, ekolog, aktor, lekarz, umysł poety i umysł ścisły, KAZDY czuje to czasem wewnątrz siebie, taką energię, sprawczą moc, kiedy ma głowę pełną pomysłów, a ręce "palą się" do pracy, kiedy ma nadzieję i wiarę i jest pewien, że jest w stanie zrobić wszystko, że musi coś zrobić, bo inaczej ta cudowna moc go rozsadzi, albo co gorsze - ulotni się i zniknie na zawsze, wypali się... Tak też czułam od jakiegoś czasu, niesamowitą, przeraźliwą chęć i ochotę, żeby rzucić wszystkie obowiązki, wziąć długopis i kartkę czy klawiaturę komputera (może to lepsze, nie tak przyjemne, ale szybciej mogę zapisać chociaż kilka z tysięcy myśli, które jak błyskawice przelatują mi przez głowę), zamknąć się w swoim magicznym świecie marzeń i planów i pisać, i pisać, i pisać, i pisać... Wielokrotnie łapałam się na tym, że podczas prozaicznych czynności w mojej głowie formowały się zdania do zapisania, gotowe stwierdzenia, jakbym pisała książkę... Chociażby opowieść o sobie. To czasem dla mnie zaskakujące, ale często patrzę na świat z pozycji narratora i ze zdziwieniem łapię się na tym, że obserwując jakiś widok, ludzi, sytuacje, robię w myślach literacki opis tego, co widzę... Niesamowite uczucie... A w końcu te wszystkie opisy zaczynają wrzeszczeć, że chcą wyjść na wierzch... To wszystko zaowocowało tą notką. Chyba czas ją kończyć, to i tak za dużo jak na 8 miesięcy przerwy... Nie nadrobię tego czasu, nie utrwalę już tych uczuć i myśli, które się upłynniły, ale życie toczy się dalej, otwiera się przede mną nowa czysta strona i tyle jest na niej do zapisania, każdego dnia nowa historia... Wierzę, że dam radę i znajdę czas.

Każdy z nas we wczesnej młodości wie dobrze jaka jest jego
Własna Legenda. W tym okresie życia wszystko jest jasne,
wszystko jest możliwe, ludzie nie boją się ani pragnień ani
marzeń o tym, co chcieliby w życiu osiągnąć. Jednak w miarę
upływu czasu jakaś tajemnicza siła stara się dowieść za
wszelką cenę, że spełnienie Własnej Legendy jest niemożliwe.
(Paulo Coelho)


Może trochę za późno żeby składać życzenia świąteczne, ale na życzenia jest zawsze dobra pora :) A więc: Nie zapominajcie o Własnej Legendzie :) Ja już zaczynam od nowa pisać swoją... No i oczywiście gorące wyrazy miłości dla moich najwspanialszych: W,M,Mv,eM,D;***

skomentuj (11)

Trochę przemyśleń... ;) 2006-08-21 22:20:53

Z marzeniami to jest bardzo ciekawa sprawa. Mówię oczywiście o tych marzeniach prawdziwych, dalekosiężnych, mających spełnić się w przyszłości... tych wyśnionych w najpiękniejszych snach dzieciństwa... Otóż z tymi marzeniami to jest ciekawa sprawa. Rodzą się w naszych główkach zazwyczaj kiedy jesteśmy jeszcze dziećmi... Ot tak sobie, powstają jako jeden z wielu dziecięcych pomysłów, oszałamiają swoją świetnością, wzbudzają zapał... czasem wraz z przybywającymi latami znikają bezpowrotnie, a czasem wręcz umacniają się, dojrzewają, przeradzają w rzeczywiste plany. Później, w toku zajęć i rwącym prądzie codziennego życia, zazwyczaj na jakiś czas o nich zapominamy, a raczej spoczywają mocno uśpione gdzieś w głębi naszych serduszek i umysłów... przycichają i nie dają przez długi czas żadnego znaku życia. Aż tu nagle coś, jakaś drobna rzecz nam o nich przypomina! Może jakaś rozmowa, program w telewizji, artykuł w gazecie... nagle sprawia, że wszystkie na raz się rozbudzają, "atakują" nasz umysł, duszę, serce, budzą tęsknotę, myśli, ożywiają nadzieje... W zależności od nastroju, raz wydają nam się bliższe do spełnienia, a czasem zupełnie nieosiągalne. Współczuję ludziom, których marzenia obudziły się, kiedy już było na to za późno, gdy ułożyli swoje życie tak, że maksymalnie różni się od jego dziecięcej wizji... Jakże ci ludzie muszą być nieszczęśliwi!
Moje marzenia też zrodziły się w główce małego dziecka, które wcześnie nauczywszy się czytać, spędzało całe dnie w innych światach. I nie znikały kiedy dziecko dorastało i dojrzewało... Wręcz przeciwnie, marzenia te, zamienione w pragnienia, plany i fascynacje, na zawsze zamieszkały w moim umyśle i w moim życiu. Budzą się czasem i wtedy albo ogarnia mnie poczucie beznadziejności, że to się nie uda, że moje życie będzie w przyszłości zwykłe i szare jak życie przeciętnego zjadacza chleba, albo... no właśnie... albo... albo umysł podsuwa mi cudowne wizje i obrazy moich spełnionych marzeń. Zwykle wtedy, kiedy czuję się bardzo szczęśliwa, kiedy jestem blisko natury i Boga... kiedy otacza mnie piękno przyrody, a świat zachwyca mnie i wręcz przytłacza ogromem swojej niezwykłości. Kiedy widząc nad sobą przecudne, letnie niebo, z całą mocą uświadamiam sobie to wszystko, co ofiarował mi Bóg... przede wszystkim moje życie, młodość, siłę i charakter, wolną wolę i upór, zawziętość w dążeniu do celu, talenty, które mogę wykorzystać... niezwykłą tęsknotę w sercu, dziwną tęsknotę, która każe mi się buntować przeciwko codzienności, tęsknotę za pięknem, przygodą, niebem... i cały wspaniały świat wokół, aby tego wszystkiego doświadczać, aby osiągać cele, realizować pragnienia!... Są chwile, kiedy uświadamiam sobie całe piękno i cud mojego człowieczeństwa, to że jestem, czuję, myślę, żyję, marzę, kocham, wierzę... Że mam umysł, który chłonie wiedzę, serce, którym mogę kochać i przez którego pryzmat mogę obserwować świat i ludzi, duszę, która tęskni za Niebem i ciało - które nie jest idealne, ale którego wady i mankamenty uczą mnie akceptować siebie taką, jaka naprawdę jestem. I są ludzie... Inni ludzie, którzy nam pomagają, których możemy kochać, bez których nie potrafimy żyć, przyjaciele... I świat... ogromny, wielki, wspaniały świat, pełen przestrzeni, cudów, o jakich nie śniło się ludziom, świat, na którym tak wiele jest jeszcze do zobaczenia, tak wiele do odkrycia, niesamowite rzeczy, które Bóg stworzył, ale na których obejrzenie i poznanie nie starczy nam życia... Starczy go jednak na zrobienie przynajmniej paru dobrych rzeczy, do których jest się powołanym, jeśli tylko się tego nie zmarnuje... Życia, które musimy wykorzystać w pełni. A mamy na to wręcz przerażająco gigantyczną masę możliwości... Przed nami, młodymi ludźmi, roztacza się przeogromna gama najróżniejszych perspektyw... Kiedy pomyślę o tym wszystkim, o tym co mnie czeka, o tym co przede mną i o tym co już zostało mi dane, ogarnia mnie zapierające dech w piersiach wzruszenie... Boże, dziękuję Ci za to wszystko...
I za Ciebie, Wojtek, też dziękuję Panu :) :*:*

skomentuj (13)

Bułgaria '06 2006-08-16 19:21:23

Achhh... co tu dużo mówić... było super :) Do tej pory czuję blask słońca pod powiekami i kiedy tylko przymknę na chwilę oczy, od razu przenoszę się na leżaczek przy baseniku, z cudownym widoczkiem na niebieściutkie Morze Czarne... w uszach brzmią słowa "Bułgarskiego Centrum"... i nagle zrywam się z przerażeniem, że za chwilę zostanę siłą wrzucona do basenu przez naszych boskich chłopców :P Ale nie, to nie jest plusk wody, to tylko szum samochodów... Nie jestem już w Bułgarii...
A szkoda...:(
Wróciliśmy wczoraj. Było bardzo fajnie... Czasem lepiej, czasem trochę gorzej, ale ogólnie, patrząc z perspektywy, obóz można ocenić jako zajefajny!:) Bułgaria sama w sobie jest właściwie mało ciekawym krajem. No ale liczy się towarzystwo...;) Było wesoło... czasem troszeczkę nudno... ale ogólnie wspaniale i teraz po powrocie odczuwam taką straszną pustkę... Zresztą do wszystkiego można przywyknąć i przyzwyczaić się... To zabawne jak bardzo przez tak krótki okres czasu można przywiązać się do miejsc, ludzi... Tęsknię teraz bardzo... Byliście świetni! Po najlepszym obozie w moim życiu rok temu we Francji nie sądziłam, że w tym roku również będzie tak fajnie... było hmm... przede wszystkim INACZEJ niż rok temu, ale nie było źle :) Bardzo cieszę się, że udało mi się pojechać przynajmniej z częścią zeszłorocznej ekipki ale również z tego, że poznałam nowych superludzi :) Mam nadzieję, że uda nam się zobaczyć :* Z niektórymi myślę, że jeszcze w te wakacje (Łódź zaprasza Ostrołękę :D:*) Kocham Was i tęsknię! Gorące pozdrowienia dla Dosi i Natusi, całej Ostrołęki (szczególnie Radzia, Mariusza, Pawła, Mateusza i Marka), Katowic (Kinia i Tusia:*), oczywiście Łodzi (Ewcia, Sławny i Ola, Iza, Marta, Asia, Dawid, Piotrek i cała reszta), Warszawy i Krakowa!:) i dla wszyyyystkich, których nie wymieniłam!:):* "JAK SIĘ BAWIĄ, TAK SIĘ BAWIĄ PO-LA-CY" !!:D

P.S. No ale oczywiście w tej Bułgarii nie zapomniałam o całym świecie wokół :) Całuski dla moich kochanych przyjaciół i dla mojego cudownego Wojtusia :) KC:* 28...;);*

skomentuj (11)
Księga Gości